Na początku był chaos

Na początku był chaos. Kosmogonicznie, jak i bardziej lokalnie, w mojej głowie. Jasne, powtarzają nam od dziecka, że na początku było SŁOWO i zgoda. To ono, a raczej one, za tym chaosem stoją. Przynajmniej w moim przypadku.

Nie pamiętam, żebym myślała inaczej niż gonitwami myśli. Czasem jest to wręcz euforyczny potok wszystkiego, co najlepsze - świetnych pomysłów, obrazów, dźwięków, aż chciałoby się to wszystko utrwalić i wykonać. Taki motywujący speed. Czasami jest to droga do nikąd, pociski rozrywające mi głowę od środka, spirala lęków i strachów... Wtedy chciałoby się umieć to wyłączyć. Zwłaszcza kiedy życie podrzuć, co i rusz nowy głaz na drodze. 
I nie, to nie będzie miejsce gorzkich żali czy dławiącego płaczu nad niesprawiedliwością życia. W porządku, może z małymi wyjątkami. Ale z założenia nie... To ma być miejsce do wysupłania niektórych myśli, odciążenia głowy. W końcu gdzieś muszę opowiedzieć o tym szalonym śnie, który nie chciał się skończyć i do którego jakimś cudem wracam wiele nocy z rzędu. O tej książce, która w dzieciństwie dała mi uciec od zmartwień i teraz też nie zawiodła i przyniosła chwilę oddechu. 

To nie jest blog o jednej konkretnej rzeczy, ani nawet o jednej szerokiej tematyce. To jest miś-masz, chaotyczna, poplątana zbieranina, którą wydrapuję gdzieś pomiędzy bieganiem po laboratorium, a siedzeniem w poczekalni u lekarza. Ziarenka piasku z całej tej piaskownicy, ale jak ktoś mądry wcześniej zauważył nasz mózg działa właściwie jak góra piasku, która w miarę wzrostu potrzebuje małych kontrolowanych lawin, by cały system się nie zawalił (*dla zainteresowanych: Per Bak's sandpile theory). 

Uznajmy więc tego bloga za kontrolowane lawiny mojego zmęczonego mózgu. Powód dobry, jak każdy inny.
PS. Nie posiadam zdjęcia góry piasku - w zamian zdjęcie góry, która wygląda jakby była zrobiona z mokrego piasku. Lekki stretch, ale jak się przy odrobinie dobrej woli powinno być uznane za 'na temat'.


Komentarze